Współczesna wojna. Drony i precyzyjne ataki zbierają śmiertelne żniwo [UWAGA DRASTYCZNE!]

Zakończona w listopadzie ubiegłego roku wojna w Górskim Karabachu ukazała za sprawą mediów światowej opinii publicznej, jak groźną i skuteczną bronią na współczesnym polu walki są różnego rodzaju drony.

Do roli „gwiazdy” urosły zwłaszcza wykorzystywane przez armię Azerbejdżanu drony uderzeniowe Bayraktar TB2. Dostarczone przez Turcję bezzałogowce same wykonywały ataki za pomocą bomb kierowanych lub wskazywały cele dla naprowadzanych laserowo pocisków artyleryjskich, czy izraelskich dronów kamikaze IAI Harop. Ataki te zbierały śmiertelne żniwo siejąc spustoszenie na pozycjach obsadzonych przez ormiańskich żołnierzy i walnie przyczyniły się do zwycięstwa Azerów.

Podobną bronią dysponują także inne nowoczesne armie. Rosjanie, mimo, że tracą dystans do przodujących w w technologiach związanych z dronami Amerykanów i Chińczyków, czy wspomnianych Turków, również wykorzystują je na dużą skalę. W trakcie konfliktów na Ukrainie i w Syrii rosyjska armia testowała w warunkach bojowych między innymi drony Orlan-10, które podświetlały cele dla naprowadzanych laserem 152 mm pocisków artyleryjskich 30F39 Krasnopol. Efekty można zobaczyć na załączonym filmie.

Nasza armia także wykorzystuje bezzałogowce. W przypadków dronów rozpoznawczych dysponujemy systemem FlyEye. Dobrą opinią cieszą się także drony kamikaze Warmate, zwane też amunicją krążącą. Niestety problemem jest ich niewystarczająca ilość. Jeszcze gorzej jest w przypadku dużych dronów uderzeniowych klasy MALE (Medium-Altitude Long-Endurance). Tu od wielu lat trwają w wojsku i MON dyskusje, czy powinniśmy wybrać amerykańskiego MQ-9 Reaper, czy raczej izraelskiego Hermes 900. Efekt jest taki, że polska armia do dziś nie dysponuje tego typu systemami.

Najnowsze

Dołącz do nas